poniedziałek, 9 czerwca 2014

exams, exams, exams

Sporo moich znajomych myśli, że skoro jestem w szkole prywatnej, to zapewne nic nie robię, jestem głupia, na lekcjach piję z nauczycielami herbatę, a za oceny płaci mi mama. Jest trochę inaczej, więc niektórzy muszą trochę powstrzymać swój jad jeśli chodzi o wypowiadanie się na ten temat.
Nie ukrywam, że poniekąd wiem, skąd wzięła się taka opinia a nie inna i nie powiem, że pewne rzeczy mnie nie irytują, ale o tym kiedy indziej.
Okres od końca maja do połowy czerwca jest jednym z najbardziej męczących okresów, które w ciągu roku szkolnego istnieją. Poza naszymi "cudownymi" egzaminami semestralnymi, które piszemy z każdego przedmiotu, a które mają wagę dziesięć lub piętnaście (nikt mi nie wierzy, że taka waga w ogóle istnieje ;p) mam też egzaminy w Szkole Muzycznej, których nie cierpię i o tym właśnie teraz.
Kiedy ktoś wspomina mi o tym, że mamy czerwiec i za chwilę wyznaczą terminy, to aż mnie skręca od środka. Nie wynika to z tego, że nie chce mi się uczyć utworów, nie, nie. Wzięło się to stąd, że mój poprzednigzamin (semestralny) był milusi i uroczy, a egzaminatorzy, którzy niczym bogowie siedzieli za stołem, patrzyli się na mnie jakbym była gównem (dosłownie, nie w przenośni). Zawsze mi się wydawało, że jeżeli ktoś siedzi w komisji, to kiedyś też przez to przechodził i wie jak duży jest to stres, ale państwo, którzy mnie egzaminowali, chyba jednak tego nie wiedzą. Wychodząc, odniosłam wrażenie, że ludzie którzy tam siedzieli byli albo chamscy z natury, albo mocno (bardzo mocno) niedowartościowani i na kimś postanowili się dowartościować.
Tak, pewnie myślicie, że nie nauczyła się więc marudzi jakie życie jest niesprawiedliwe. Otóż nie.
Nie mówię oczywiście, że grałam bezbłędnie, idealnie i perfekcyjnie, ale piątka z dwoma minusami należałaby mi się, gdyby nie nerwy (ręka dosłownie latała mi przy gryfie). 
Nie wiem też jaki jest cel takiego zachowania, bo w niczym ono nie pomaga, wręcz demotywuje do starania się i ćwiczeń (bo po co mam się starać jeśli i tak nie wyjdzie?).
Niestety z tym fantem nic zrobić się nie da i pozostaje tylko czekać do dwudziestego siódmego czerwca. :)

2 komentarze:

  1. Czy to dlatego spryciarzu złamałaś rękę ? :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli zależałoby to ode mnie i mogłabym wybrać sobie czy chcę mieć tę rękę złamaną na egzamin, czy też nie, to podejrzewam, że wolałabym ją złamać. :)

    OdpowiedzUsuń