Z racji tego, że ciągle jestem w biegu i prawie nigdy nie siedzę sama zwyczajnie nie mam czasu pisać tak regularnie jakbym tego chciała. Niemniej jednak bloga tego bardzo lubię i porzucać nie zamierzam. :)
Nawet nie zauważyłam, że zleciał mi już miesiąc wakacji i nie wiem, czy cieszyć się z tego, że wspomniany miesiąc mogę wciąż przeznaczyć na byczenie się (bo uczciwie powiedzmy, nic nie robię ;D), czy też raczej martwić się o to, że już tylko tyle zostało do początku roku szkolnego (wszyscy wiemy, że wakacje są zdecydowanie za krótkie).
Ostatni tydzień częściowo spędziłam w Warszawie u mojego przyjaciela. Oczywiście ani rusz bez mojej najwspanialszej przyjaciółki na świecie - Majki (szesnaście lat już Cię męczę?). Tak więc od środy do piątku odpoczywałyśmy w stolicy (czyt. przeleżeliśmy trzy dni w łóżku w stolicy, z racji temperatury, która nawiasem mówiąc była zabójcza).
Co śmieszniejsze spotkałam się tam ze znajomym z Łodzi (to jest zdecydowanie too mainstream żeby spotkać się we własnym mieście ;p).
Do podsumowania należy dodać trzy kolejne wspaniałe osoby, które powiększyły grono moich znajomych. :)
Pochwalę się jeszcze, że w sumie to aż tak bardzo nie marnuję czasu i zdążyłam przeczytać masę książek, gdyż w końcu pozwolił mi na to czas (dobra, nawet jak nie mam czasu to je czytam, najczęściej w nocy, odsypiam w autobusie/tramwaju/na lekcjach/w muzycznej).
Do zaliczenia w te wakacje został mi jeszcze Poznań i odwiedzenie mojej kochanej Żanety (wciąż uważam, że wszyscy fajni ludzie powinni zamieszkiwać jedno miasto, ewentualnie chociaż województwo)
Ah! Jeszcze dopiszę że SKILLET GRA W POLSCE (i nawet mamy już z Michałem bilety :D) z czego niesamowicie się cieszę!
Buziaki, do następnej notki! :)
poniedziałek, 4 sierpnia 2014
czwartek, 17 lipca 2014
Laziness
Cześć!
Mój "odlicznik" do pierwszego dnia wakacji pokazuje minus dziewiętnaście dni, co równałoby się z tym, że mamy za sobą już dziewiętnaści dni wakacji (kiedy? ;_;)...
W moim założeniu miało być tak: założą mi internet, więc będę mogła w końcu spokojnie napisać notki, obejrzeć seriale, filmy itd. No niestety, internet jest, ale nie ma mnie w domu. :)
Chwilowo siedzę sobie u rodziny na wsi, więc jestem zaganiana do robienia ogórków, sprzątania, koszenia, czyszczenia kostki i wielu innych dziwnych rzeczy. ;p
Staram się pisać regularnie, ale nie zawsze to wychodzi. Wakacje mają to do siebie, że w końcu mogę sobie pozwolić na zmienianie zdania co pięć minut, a planów co dwie, gdyż nie ogranicza mnie żaden beznadziejny plan lekcji.
Tak sobie myślę, że nie dzieje się aktualnie nic, co byłoby ciekawe na tyle, aby poświęcić na to notkę, niebawem jednak wybywam do Wrocławia (prawdopodobnie), więc w końcu "nacykam" masę zdjęć, zobaczę Panoramę i pójdę do cudownego Wrocławskiego ZOO! I o tym zdecydowanie coś napiszę. :)
Odeślę jeszcze do bardzo fajnego kawałka, który znalazł się na soundtracku z filmu "Gwiazd naszych wina", który jest obecnie jednym z moich ulubionych filmów (a to że gra w nim Ansel uszczęśliwia mnie całkowicie).
Buziaki, miłego odpoczynku i do następnego wpisu! :)
Mój "odlicznik" do pierwszego dnia wakacji pokazuje minus dziewiętnaście dni, co równałoby się z tym, że mamy za sobą już dziewiętnaści dni wakacji (kiedy? ;_;)...
W moim założeniu miało być tak: założą mi internet, więc będę mogła w końcu spokojnie napisać notki, obejrzeć seriale, filmy itd. No niestety, internet jest, ale nie ma mnie w domu. :)
Chwilowo siedzę sobie u rodziny na wsi, więc jestem zaganiana do robienia ogórków, sprzątania, koszenia, czyszczenia kostki i wielu innych dziwnych rzeczy. ;p
Staram się pisać regularnie, ale nie zawsze to wychodzi. Wakacje mają to do siebie, że w końcu mogę sobie pozwolić na zmienianie zdania co pięć minut, a planów co dwie, gdyż nie ogranicza mnie żaden beznadziejny plan lekcji.
Tak sobie myślę, że nie dzieje się aktualnie nic, co byłoby ciekawe na tyle, aby poświęcić na to notkę, niebawem jednak wybywam do Wrocławia (prawdopodobnie), więc w końcu "nacykam" masę zdjęć, zobaczę Panoramę i pójdę do cudownego Wrocławskiego ZOO! I o tym zdecydowanie coś napiszę. :)
Odeślę jeszcze do bardzo fajnego kawałka, który znalazł się na soundtracku z filmu "Gwiazd naszych wina", który jest obecnie jednym z moich ulubionych filmów (a to że gra w nim Ansel uszczęśliwia mnie całkowicie).
Buziaki, miłego odpoczynku i do następnego wpisu! :)
piątek, 4 lipca 2014
Summer time!
Wiem, że ostatnio mnie tutaj nie ma, ale zasięg w moim domu jest "oszałamiający", a moja cierpliwość na skraju wyczerpania.
Jakie plany na wakacje? Plany są w przygotowaniu i myślę nad tym, czy jechać nad morze z przyjaciółmi, czy pojechać na wieś do mojej najukochańszej rodziny.
Chwilowo siedzę w moim (wbrew wszelkich moich narzekań) kochanym mieście - Łodzi. Nie sądziłam, że można mieć tyle wolnego czasu, chyba w trakcie roku szkolnego zupełnie o tym zapomniałam (tak, dwie szkoły zobowiązują). Tak więc wspomniany wyżej wolny czas przeznaczam na "odświeżenie" znajomości, spotykaniu się z ludźmi, których nie widziałam całe wieki (czyli dwa trzy miesiące, tak w przybliżeniu), czytaniu książek no i wreszcie, na zwykłym leniuchowaniu.
Chwilowo moje wakacje spędzam również na czekaniu na "normalny" internet, który będzie działał (takie cuda na mojej wsi w mieście). Podejrzewam, że kiedy w końcu moje połączenie z siecią będzie dostatecznie szybkie, nie zobaczycie mnie przez tydzień, gdyż będę nadrabiać wszystkie seriale, które zaczęłam oglądać (a jest ich serio, bardzo dużo).
Mam też plan wyruszenia na Pietrynę z gitarą i głosem ażeby powalczyć trochę z tremą i oswoić się z ludźmi (naturalnie z ludźmi jestem bardzo oswojona, poza śpiewaniem i graniem publicznie) a nuż mi się spodoba? Zawsze jest opcja, że zgarnę trochę kasy za to, żebym przestała grać, więc jest to całkiem opłacalny pomysł, nie sądzicie?
Zupełnie przy okazji, to uziemili mnie na cały weekend w domu, gdyż mam zajmować się psem kierownika mojej mamy (jadą sobie na integracje, skubani). Pies jest niesamowity, jednak strasznie się boi, jest ze schroniska. Nie mam pojęcia co poprzedni "właściciel" (z racji tego, że nie wypada mi używać niekulturalnych określeń powstrzymam się od wyrażenia mojej opinii o tym człowieku jednym słowem) Dudkowi (bo tak się pies nazywa) robił, ale na pewno okazywał mu uczucia wręcz kontrastujące z miłością i czułością, ale ten temat zostawię na kolejną notkę.
Miłych wakacji i do następnej! :)
Jakie plany na wakacje? Plany są w przygotowaniu i myślę nad tym, czy jechać nad morze z przyjaciółmi, czy pojechać na wieś do mojej najukochańszej rodziny.
Chwilowo siedzę w moim (wbrew wszelkich moich narzekań) kochanym mieście - Łodzi. Nie sądziłam, że można mieć tyle wolnego czasu, chyba w trakcie roku szkolnego zupełnie o tym zapomniałam (tak, dwie szkoły zobowiązują). Tak więc wspomniany wyżej wolny czas przeznaczam na "odświeżenie" znajomości, spotykaniu się z ludźmi, których nie widziałam całe wieki (czyli dwa trzy miesiące, tak w przybliżeniu), czytaniu książek no i wreszcie, na zwykłym leniuchowaniu.
Chwilowo moje wakacje spędzam również na czekaniu na "normalny" internet, który będzie działał (takie cuda na mojej wsi w mieście). Podejrzewam, że kiedy w końcu moje połączenie z siecią będzie dostatecznie szybkie, nie zobaczycie mnie przez tydzień, gdyż będę nadrabiać wszystkie seriale, które zaczęłam oglądać (a jest ich serio, bardzo dużo).
Mam też plan wyruszenia na Pietrynę z gitarą i głosem ażeby powalczyć trochę z tremą i oswoić się z ludźmi (naturalnie z ludźmi jestem bardzo oswojona, poza śpiewaniem i graniem publicznie) a nuż mi się spodoba? Zawsze jest opcja, że zgarnę trochę kasy za to, żebym przestała grać, więc jest to całkiem opłacalny pomysł, nie sądzicie?
Zupełnie przy okazji, to uziemili mnie na cały weekend w domu, gdyż mam zajmować się psem kierownika mojej mamy (jadą sobie na integracje, skubani). Pies jest niesamowity, jednak strasznie się boi, jest ze schroniska. Nie mam pojęcia co poprzedni "właściciel" (z racji tego, że nie wypada mi używać niekulturalnych określeń powstrzymam się od wyrażenia mojej opinii o tym człowieku jednym słowem) Dudkowi (bo tak się pies nazywa) robił, ale na pewno okazywał mu uczucia wręcz kontrastujące z miłością i czułością, ale ten temat zostawię na kolejną notkę.
Miłych wakacji i do następnej! :)
czwartek, 12 czerwca 2014
15 days.
No i zaczęło się.
Krwiożercza walka o oceny, czasu na oddychanie brak, a tu sezon imprez, piękne słońce i wielki leń.
Język polski i fizyka chyba jednak przerosły mój "genialny" umysł, więc ogłosiłam wszem i wobec, że szansa na czerwone pasiszcze jest mała (O biologio, miłości moja liczę na ciebie!) ale jest, więc zobaczymy co z tego wyjdzie (w najgorszym przypadku będzie to 4.73 i będę chodzić wścieknięta bardziej, niż gdyby było to 4.5). W razie czego mogę zostać szalonym muzykiem, ewentualnie pisarką (z naciskiem na to pierwsze, bo z pisaniem u mnie średnio).
Nie będę udawać, że chce mi się chodzić do szkoły, gdyż okropnie mnie to męczy (w tym okresie, nie mówię, że zawsze). Koniec roku jest o tyle trudny, że jest w moim przypadku podwójny (przeklęta Szkoła Muzyczna) i nie zawsze satysfakcjonujący (nie zawsze z mojej winy, no ale cóż poradzę?).
Nie ukrywam też, że jestem strasznie zawiedziona moimi wynikami z gitary (dostateczny, czyli tak jak dopuszczający w szkole ogólnokształcącej). Nie uważam jednak, że jest to w całości moja wina, ale wyrok zapadł, jutro rada (taki lajf). Szkoda, że czasem nasze wysiłki nie są w ogóle doceniane, ale tak też się zdarza, prawda? Skoro zaraz będzie po radzie, mogę powiedzieć, że z jednym ustrojstwem mam już spokój (wpadnę tylko na chór, mamy świetnego, choć trochę szalonego drygenta i mimo wszystko chodzę na jego zajęcia z wielką przyjemnością, chociaż marudzę jak to mam w zwyczaju ;p).
Ale narzekam, co?
Pocieszam się jednak myślą, że już za piętnaście dni, ilość kawy i coli w nocy ograniczy się do zera, kiedy wrócę do domu usiądę sobie z herbatą i dobrą książką, zamiast z podręcznikami, a zeszyty i długopisy zamienię na karton i farby. :)
P.S. Jeśli ktoś gustuje w muzyce poważnej, to podsyłam linka do utworu, który jest ze mną od tygodnia. ;) <klik>
Krwiożercza walka o oceny, czasu na oddychanie brak, a tu sezon imprez, piękne słońce i wielki leń.
Język polski i fizyka chyba jednak przerosły mój "genialny" umysł, więc ogłosiłam wszem i wobec, że szansa na czerwone pasiszcze jest mała (O biologio, miłości moja liczę na ciebie!) ale jest, więc zobaczymy co z tego wyjdzie (w najgorszym przypadku będzie to 4.73 i będę chodzić wścieknięta bardziej, niż gdyby było to 4.5). W razie czego mogę zostać szalonym muzykiem, ewentualnie pisarką (z naciskiem na to pierwsze, bo z pisaniem u mnie średnio).
Nie będę udawać, że chce mi się chodzić do szkoły, gdyż okropnie mnie to męczy (w tym okresie, nie mówię, że zawsze). Koniec roku jest o tyle trudny, że jest w moim przypadku podwójny (przeklęta Szkoła Muzyczna) i nie zawsze satysfakcjonujący (nie zawsze z mojej winy, no ale cóż poradzę?).
Nie ukrywam też, że jestem strasznie zawiedziona moimi wynikami z gitary (dostateczny, czyli tak jak dopuszczający w szkole ogólnokształcącej). Nie uważam jednak, że jest to w całości moja wina, ale wyrok zapadł, jutro rada (taki lajf). Szkoda, że czasem nasze wysiłki nie są w ogóle doceniane, ale tak też się zdarza, prawda? Skoro zaraz będzie po radzie, mogę powiedzieć, że z jednym ustrojstwem mam już spokój (wpadnę tylko na chór, mamy świetnego, choć trochę szalonego drygenta i mimo wszystko chodzę na jego zajęcia z wielką przyjemnością, chociaż marudzę jak to mam w zwyczaju ;p).
Ale narzekam, co?
Pocieszam się jednak myślą, że już za piętnaście dni, ilość kawy i coli w nocy ograniczy się do zera, kiedy wrócę do domu usiądę sobie z herbatą i dobrą książką, zamiast z podręcznikami, a zeszyty i długopisy zamienię na karton i farby. :)
P.S. Jeśli ktoś gustuje w muzyce poważnej, to podsyłam linka do utworu, który jest ze mną od tygodnia. ;) <klik>
środa, 11 czerwca 2014
A ty nie za młoda jesteś?
Taka mnie dzisiaj myśl naszła, że osoby w moim wieku często słyszą:
"Jak dorośniesz, zrozumiesz"
"Za młody jesteś"
"Latek masz za mało"
I tego typu inne stwierdzenia.
Poniekąd nie dziwi mnie to, gdyż wchodząc dziś chociażby do Manufaktury, można zobaczyć wielce "dorosłą" młodzież. Nie każdy jednak nastolatek ma w głowie wyłącznie ciuchy i imprezy.
Skąd mi się to dzisiaj wzięło? A no stąd, że rozmawiałam sobie z moim trzy lata starszym znajomym i po tym jak powiedziałam, że byłam ostatnio na imprezie usłyszałam, że "Takie gówniarstwo jak ja nie powinno nigdzie wychodzić, bo gówno wiemy i udajemy dorosłych" (warto wspomnieć o tym, że mówi to osoba, która dwa lata temu nie wiedziała co robiła, gdzie była albo jakim cudem znalazła się w domu i biegała od pubu do pubu z piwem w jednej ręce i papierosem w drugiej).
Jest mi przykro, że sporo starszych ludzi ocenia nas ze względu na to, że kilka (no dobra, całkiem sporo) jednostek powinno się cofnąć gdzieś do etapu przedszkola, bo czasem dzieci w szkole podstawowej mają więcej rozumu. Uważam, że mimo tego, że nie wszyscy przekroczyliśmy magiczną barierę wieku, powinno nam się dać szansę na to, żebyśmy udowodnili, że można nas potraktować jak "dorosłych młodych" i jednocześnie, że osiemnaście lat nie czyni z nas dorosłych.
Taka moja wieczorna refleksja.
I jeszcze się poskarżę, że niesamowicie niewygodnie jest mi pisać z jedną ręką w gipsie.
Do następnego! :)
"Jak dorośniesz, zrozumiesz"
"Za młody jesteś"
"Latek masz za mało"
I tego typu inne stwierdzenia.
Poniekąd nie dziwi mnie to, gdyż wchodząc dziś chociażby do Manufaktury, można zobaczyć wielce "dorosłą" młodzież. Nie każdy jednak nastolatek ma w głowie wyłącznie ciuchy i imprezy.
Skąd mi się to dzisiaj wzięło? A no stąd, że rozmawiałam sobie z moim trzy lata starszym znajomym i po tym jak powiedziałam, że byłam ostatnio na imprezie usłyszałam, że "Takie gówniarstwo jak ja nie powinno nigdzie wychodzić, bo gówno wiemy i udajemy dorosłych" (warto wspomnieć o tym, że mówi to osoba, która dwa lata temu nie wiedziała co robiła, gdzie była albo jakim cudem znalazła się w domu i biegała od pubu do pubu z piwem w jednej ręce i papierosem w drugiej).
Jest mi przykro, że sporo starszych ludzi ocenia nas ze względu na to, że kilka (no dobra, całkiem sporo) jednostek powinno się cofnąć gdzieś do etapu przedszkola, bo czasem dzieci w szkole podstawowej mają więcej rozumu. Uważam, że mimo tego, że nie wszyscy przekroczyliśmy magiczną barierę wieku, powinno nam się dać szansę na to, żebyśmy udowodnili, że można nas potraktować jak "dorosłych młodych" i jednocześnie, że osiemnaście lat nie czyni z nas dorosłych.
Taka moja wieczorna refleksja.
I jeszcze się poskarżę, że niesamowicie niewygodnie jest mi pisać z jedną ręką w gipsie.
Do następnego! :)
Lektury w kadrze!
Pewnie większości z Was, z racji tego, że chodzicie ze mną do szkoły, nie jest obcy konkurs "Lektury w kadrze". Jeśli jednak znalazł się tutaj ktoś, kto nie ma pojęcia o czym mówię, kilka słów wprowadzenia.
"Lektury w kadrze" jest to konkurs, który organizuje nasza szkoła. Skierowany jest do uczniów szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych, a polega na tym, że każdy z uczestników ma za zadanie nakręcić film na podstawie wybranego wiersza, lub lektury szkolnej (do dziesięciu minut, regulamin czasem warto przeczytać ;p) Tegoroczna edycja była edycją numer trzy (miałam przyjemność być na gali po raz drugi).
Generalnie galę odbieram bardzo pozytywnie (wytnijmy 3 minuty w których śpiewałam i udajmy, że tego nie było, bo głos trząsł mi się jakbym jechała po Polskich drogach).
Oczywiście na rozdanie nagród w Muzeum Kinematografii zostały zaproszone szkoły, które zajęły trzy pierwsze miejsca, oraz wyróżnienia.
Ponieważ zupełnie nie znam się na filmach od strony technicznej (do czego przyznaję się bez bicia), mogę je ocenić bazując wyłącznie na tym, czy film zwyczajnie mi się podobał, czy też nie.
W pamięć najbardziej zapadły mi dwa filmy.
Pierwszy z nich zajął zaszczytne drugie miejsce (kategoria gimnazjum), jego tytuł to "Mieszkańcy" (nie ukrywam, że po prostu bardzo lubię ten wiersz, Julian Tuwim moim mistrzem). Podobał mi się nastrój panujący w filmie (mam też kontakt z jedną z autorek filmu, aczkolwiek absolutnie nie wpływa to na moją opinię na jego temat).
Tutaj możecie go obejrzeć <klik>
Drugim filmem, który był absolutnie genialny, była "Apokalipsa".
Co tu dużo mówić, genialna muzyka, świetne potworki (ten z językiem i milionem par oczu mnie urzekł, chyba sobie takiego ulepię, serio).
Dziewczyny, które nakręciły to cudeńko są z I Społecznego Liceum im. Maharadży Jam Saheba Digvijay Sinhji (kto mi powie jak mam to przeczytać, ma u mnie czekoladę!)Podejrzewam, że gdyby nie fakt, że jest dość krótki (chociaż dwa i pół tysiąca zdjęć nie wskazywałoby na to) zająłby pierwsze miejsce.
Tutaj znów odsyłam do Youtube'a <klik>
Jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona organizacją, która według mnie była dużo lepsza niż w zeszłym roku. Co do ludzi, którzy przyjechali na galę, wszyscy (no, z drobnymi wyjątkami) byli przesympatyczni, atmosfera była świetna!
Czekam na następną edycję! :)
Wróciłam :D
Wszystkim tym, którzy czekali na wpis (o ile tacy istnieją) ogłaszam wszem i wobec, że odzyskałam internet! (i nawet nie macie pojęcia jak się cieszę)
Wrzucę za moment wszystkie notki, które napisałam już wcześniej, ale których z powodu odcięcia od internetu nie mogłam opublikować.
Miłej lektury! ;)
poniedziałek, 9 czerwca 2014
exams, exams, exams
Sporo moich znajomych myśli, że skoro jestem w szkole prywatnej, to zapewne nic nie robię, jestem głupia, na lekcjach piję z nauczycielami herbatę, a za oceny płaci mi mama. Jest trochę inaczej, więc niektórzy muszą trochę powstrzymać swój jad jeśli chodzi o wypowiadanie się na ten temat.
Nie ukrywam, że poniekąd wiem, skąd wzięła się taka opinia a nie inna i nie powiem, że pewne rzeczy mnie nie irytują, ale o tym kiedy indziej.
Okres od końca maja do połowy czerwca jest jednym z najbardziej męczących okresów, które w ciągu roku szkolnego istnieją. Poza naszymi "cudownymi" egzaminami semestralnymi, które piszemy z każdego przedmiotu, a które mają wagę dziesięć lub piętnaście (nikt mi nie wierzy, że taka waga w ogóle istnieje ;p) mam też egzaminy w Szkole Muzycznej, których nie cierpię i o tym właśnie teraz.
Kiedy ktoś wspomina mi o tym, że mamy czerwiec i za chwilę wyznaczą terminy, to aż mnie skręca od środka. Nie wynika to z tego, że nie chce mi się uczyć utworów, nie, nie. Wzięło się to stąd, że mój poprzednigzamin (semestralny) był milusi i uroczy, a egzaminatorzy, którzy niczym bogowie siedzieli za stołem, patrzyli się na mnie jakbym była gównem (dosłownie, nie w przenośni). Zawsze mi się wydawało, że jeżeli ktoś siedzi w komisji, to kiedyś też przez to przechodził i wie jak duży jest to stres, ale państwo, którzy mnie egzaminowali, chyba jednak tego nie wiedzą. Wychodząc, odniosłam wrażenie, że ludzie którzy tam siedzieli byli albo chamscy z natury, albo mocno (bardzo mocno) niedowartościowani i na kimś postanowili się dowartościować.
Tak, pewnie myślicie, że nie nauczyła się więc marudzi jakie życie jest niesprawiedliwe. Otóż nie.
Nie mówię oczywiście, że grałam bezbłędnie, idealnie i perfekcyjnie, ale piątka z dwoma minusami należałaby mi się, gdyby nie nerwy (ręka dosłownie latała mi przy gryfie).
Nie wiem też jaki jest cel takiego zachowania, bo w niczym ono nie pomaga, wręcz demotywuje do starania się i ćwiczeń (bo po co mam się starać jeśli i tak nie wyjdzie?).
Niestety z tym fantem nic zrobić się nie da i pozostaje tylko czekać do dwudziestego siódmego czerwca. :)
Nie ukrywam, że poniekąd wiem, skąd wzięła się taka opinia a nie inna i nie powiem, że pewne rzeczy mnie nie irytują, ale o tym kiedy indziej.
Okres od końca maja do połowy czerwca jest jednym z najbardziej męczących okresów, które w ciągu roku szkolnego istnieją. Poza naszymi "cudownymi" egzaminami semestralnymi, które piszemy z każdego przedmiotu, a które mają wagę dziesięć lub piętnaście (nikt mi nie wierzy, że taka waga w ogóle istnieje ;p) mam też egzaminy w Szkole Muzycznej, których nie cierpię i o tym właśnie teraz.
Kiedy ktoś wspomina mi o tym, że mamy czerwiec i za chwilę wyznaczą terminy, to aż mnie skręca od środka. Nie wynika to z tego, że nie chce mi się uczyć utworów, nie, nie. Wzięło się to stąd, że mój poprzednigzamin (semestralny) był milusi i uroczy, a egzaminatorzy, którzy niczym bogowie siedzieli za stołem, patrzyli się na mnie jakbym była gównem (dosłownie, nie w przenośni). Zawsze mi się wydawało, że jeżeli ktoś siedzi w komisji, to kiedyś też przez to przechodził i wie jak duży jest to stres, ale państwo, którzy mnie egzaminowali, chyba jednak tego nie wiedzą. Wychodząc, odniosłam wrażenie, że ludzie którzy tam siedzieli byli albo chamscy z natury, albo mocno (bardzo mocno) niedowartościowani i na kimś postanowili się dowartościować.
Tak, pewnie myślicie, że nie nauczyła się więc marudzi jakie życie jest niesprawiedliwe. Otóż nie.
Nie mówię oczywiście, że grałam bezbłędnie, idealnie i perfekcyjnie, ale piątka z dwoma minusami należałaby mi się, gdyby nie nerwy (ręka dosłownie latała mi przy gryfie).
Nie wiem też jaki jest cel takiego zachowania, bo w niczym ono nie pomaga, wręcz demotywuje do starania się i ćwiczeń (bo po co mam się starać jeśli i tak nie wyjdzie?).
Niestety z tym fantem nic zrobić się nie da i pozostaje tylko czekać do dwudziestego siódmego czerwca. :)
wtorek, 20 maja 2014
Helping hands
Jak większość z Was, którzy czytują tego bloga wie, jestem dość otwartą i energiczną osobą (to, że sobie marudzę jak nic mi się nie chce, nie ma tak na serio nic wspólnego z prawdą. ;p No.. może prawie nic. :D)
Prawdą jest, że robię milion rzeczy na raz (no, może nie milion, ale milion fajnie brzmi) i sprawia mi to dużo radości i satysfakcji. Niektórzy twierdzą, że jestem kujonem i to dlatego chodzę do dwóch szkół na raz i mam całkiem niezłe oceny, otóż nie. Kujonem nie jestem i być nie zamierzam (mimo tego, że moje okulary idealnie do tego pasują). Ja po prostu czerpię niesamowitą przyjemność z tego, kiedy spędzam czas w sposób aktywny, kreatywny no i z ludźmi (ponieważ nie wyobrażam sobie tego, że nie przebywam na co dzień z moimi przyjaciółmi i nie tylko). Czuję się też świetnie, jeśli jestem w stanie komuś w jakiś sposób pomóc.
A jeśli już o ludziach, no i o pomocy, to miałam przyjemność uczestniczyć w prelekcji dotyczącej bycia dawcą szpiku kostnego. Grupa wolontariuszy opowiedziała nam trochę o tym czym jest szpik, po co on nam właściwie jest, kto może być dawcą oraz jak wygląda pobranie takiego szpiku. Z racji tego, że serducho mam wielkie, niesamowicie mnie to poruszyło, naprawdę. Siedziałam sobie w tej ławce i myślałam: Kurcze, fajnie byłoby być częścią takiej grupy. Uważam, że to co robią ci młodzi (i nie tylko) ludzie jest czymś wspaniałym (zupełnie na boku dodam, że jeśli tylko nie powychodzą mi jakieś dziwne choróbska przy badaniach no i skończę te wyczekane osiemnaście lat, to zarejestruję się w bazie) i sama chciałabym w jakiś sposób pomóc. Skoro osiemnastu lat nie mam, to pomyślałam, że wolontariat byłby świetnym wyjściem dla osoby takiej jak ja (czytaj u góry), więc naskrobałam na karteczce imię, nazwisko i maila i zobaczymy co dalej z tego wyniknie.
Tutaj macie fanpage Drużyny Szpiku :) <klikamy>
Zachęcam też do włączania się w tego typu rzeczy, ponieważ sama niejednokrotnie uczestniczyłam w różnego rodzaju zbiórkach (na różne szczytne cele) wiem ile radości to daje. Uważam, że to jest czymś jeszcze większym i jeszcze piękniejszym. Wiem też, że każdy, choć nie wiem jak twardego by udawał, zmięknie i kiedy okaże się, że komuś pomógł poczuje się tryliard razy lepiej, a uśmiech nie będzie schodził z jego twarzy.
Ponieważ mamy godzinę 00:30, tym akcentem zakończę dzisiejszą notkę i wezmę się za fizykę (fizyko, któż cię wymyślił? ;c).
Dobrej nocy i do następnej notki. :)
sobota, 17 maja 2014
Dance the night away!
Cześć, hej, czołem!
Impreza odespana, można pisać. :)
Liczyłam na to, że będę mogła napisać coś zgryźliwego i podłego, nie wyszło (chociaż sam wieczór rekompensuje w jakiś sposób mój zawód ;p).
Po kilku osiemnastkach, na których miałam przyjemność (lub nieprzyjemność) się bawić, spotkało mnie bardzo miłe zaskoczenie - ludzie na serio jeszcze potrafią bawić się sami, niekoniecznie przy pomocy litrów wszelkiego rodzaju trunków. Oczywiście nie powiem, że nikt niczego z procentami nie spożywał, bo byłoby to kłamstwem, ale o dziwo wszyscy znali się bardzo dobrze z takim ustrojstwem zwanym umiarem i nikt nie pogłębiał swoich stosunków z toaletą, ani nie kolorował podłogi (z czego jestem bardzo zadowolona).
Kolejnym zaskoczeniem był fakt, że większość ludzi nie znała się ze sobą (gdyż była to poczwórna osiemnastka, więc goście zaproszeni byli przez cztery różne dziewczyny) a mimo tego bawiliśmy się razem, jakbyśmy widzieli się co najmniej kilka razy.
Była to na serio świetna impreza nie tylko ze względu na to, co napisałam wyżej, ale również dlatego, że miałam okazję spotkać ludzi z mojego starego gimnazjum no i z podstawówki. Nie sądziłam, że po tylu latach (ponieważ liczę sobie siedemnaście wiosen, cztery lata to całkiem sporo w moim odczuciu) będziemy się nadal tak świetnie dogadywać, zupełnie jakby tych wspomnianych czterech lat przerwy w kontakcie zupełnie nie było (ponieważ to czytacie, drodzy przyjaciele z podstawówki, buziaki dla Was, dziękuję za ten wieczór ;p)
Reasumując, poszłam średnio pozytywnie nastawiona (bo 'Co ja tam będę robić jak nikogo nie znam?') a wyszłam z uśmiechem na ustach, bolącymi nogami (oj tańczyło się, tańczyło), umówionym kinem (idziemy na maraton z X-menami!) i kolejnym świetnym wspomnieniem do kolekcji.
Do następnego wpisu. :)
Impreza odespana, można pisać. :)
Liczyłam na to, że będę mogła napisać coś zgryźliwego i podłego, nie wyszło (chociaż sam wieczór rekompensuje w jakiś sposób mój zawód ;p).
Po kilku osiemnastkach, na których miałam przyjemność (lub nieprzyjemność) się bawić, spotkało mnie bardzo miłe zaskoczenie - ludzie na serio jeszcze potrafią bawić się sami, niekoniecznie przy pomocy litrów wszelkiego rodzaju trunków. Oczywiście nie powiem, że nikt niczego z procentami nie spożywał, bo byłoby to kłamstwem, ale o dziwo wszyscy znali się bardzo dobrze z takim ustrojstwem zwanym umiarem i nikt nie pogłębiał swoich stosunków z toaletą, ani nie kolorował podłogi (z czego jestem bardzo zadowolona).
Kolejnym zaskoczeniem był fakt, że większość ludzi nie znała się ze sobą (gdyż była to poczwórna osiemnastka, więc goście zaproszeni byli przez cztery różne dziewczyny) a mimo tego bawiliśmy się razem, jakbyśmy widzieli się co najmniej kilka razy.
Była to na serio świetna impreza nie tylko ze względu na to, co napisałam wyżej, ale również dlatego, że miałam okazję spotkać ludzi z mojego starego gimnazjum no i z podstawówki. Nie sądziłam, że po tylu latach (ponieważ liczę sobie siedemnaście wiosen, cztery lata to całkiem sporo w moim odczuciu) będziemy się nadal tak świetnie dogadywać, zupełnie jakby tych wspomnianych czterech lat przerwy w kontakcie zupełnie nie było (ponieważ to czytacie, drodzy przyjaciele z podstawówki, buziaki dla Was, dziękuję za ten wieczór ;p)
Reasumując, poszłam średnio pozytywnie nastawiona (bo 'Co ja tam będę robić jak nikogo nie znam?') a wyszłam z uśmiechem na ustach, bolącymi nogami (oj tańczyło się, tańczyło), umówionym kinem (idziemy na maraton z X-menami!) i kolejnym świetnym wspomnieniem do kolekcji.
Do następnego wpisu. :)
Chapter first
O czym będzie ten blog?
Na chwilę obecną wszystko dopiero kotłuje mi się w głowie, więc wszystkich tych, których ciekawi o czym będzie pisać Justyna, proszę o chwilę cierpliwości.
Myślę, że będą to głównie moje obserwacje życia codziennego, komentarze różnych zachowań, wydarzeń, które mi się podobają, bądź zwyczajnie mi nie podchodzą.
Ponieważ wzięłam się za to dosłownie (z zegarkiem w ręku) 5 minut temu, a czasu mam dzisiaj niewiele (gdyż szykuję się właśnie na osiemnastkową imprezę mojej koleżanki a do autobusu zostało minut 20, czyli niewiele) notka nie będzie długa i mam nadzieję, że dzisiejsze przyjęcie podsunie mi jakiś temat, na który to mogłabym się wypowiedzieć, tym samym pisząc drugą notkę, którą według planu, zamieścić miałam już dziś (mam nadzieję, że nikt mi za to głowy nie urwie ;p).
W kolejnych notkach postaram się przybliżyć Wam nieco to kim jestem, jak postrzegam to i owo oraz podzielę się z Wami niektórymi (ważnymi lub mniej) historiami i przygodami z mojego życia.
No, to chyba byłoby na tyle, jeśli chodzi o wstęp.
Do następnej notki :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)