sobota, 17 maja 2014

Dance the night away!

Cześć, hej, czołem!
Impreza odespana, można pisać. :)
Liczyłam na to, że będę mogła napisać coś zgryźliwego i podłego, nie wyszło (chociaż sam wieczór rekompensuje w jakiś sposób mój zawód ;p).
Po kilku osiemnastkach, na których miałam przyjemność (lub nieprzyjemność) się bawić, spotkało mnie bardzo miłe zaskoczenie - ludzie na serio jeszcze potrafią bawić się sami, niekoniecznie przy pomocy litrów wszelkiego rodzaju trunków. Oczywiście nie powiem, że nikt niczego z procentami nie spożywał, bo byłoby to kłamstwem, ale o dziwo wszyscy znali się bardzo dobrze z takim ustrojstwem zwanym umiarem i nikt nie pogłębiał swoich stosunków z toaletą, ani nie kolorował podłogi (z czego jestem bardzo zadowolona). 
Kolejnym zaskoczeniem był fakt, że większość ludzi nie znała się ze sobą (gdyż była to poczwórna osiemnastka, więc goście zaproszeni byli przez cztery różne dziewczyny) a mimo tego bawiliśmy się razem, jakbyśmy widzieli się co najmniej kilka razy.
Była to na serio świetna impreza nie tylko ze względu na to, co napisałam wyżej, ale również dlatego, że miałam okazję spotkać ludzi z mojego starego gimnazjum no i z podstawówki. Nie sądziłam, że po tylu latach (ponieważ liczę sobie siedemnaście wiosen, cztery lata to całkiem sporo w moim odczuciu) będziemy się nadal tak świetnie dogadywać, zupełnie jakby tych wspomnianych czterech lat przerwy w kontakcie zupełnie nie było (ponieważ to czytacie, drodzy przyjaciele z podstawówki, buziaki dla Was, dziękuję za ten wieczór ;p)
Reasumując, poszłam średnio pozytywnie nastawiona (bo 'Co ja tam będę robić jak nikogo nie znam?') a wyszłam z uśmiechem na ustach, bolącymi nogami (oj tańczyło się, tańczyło), umówionym kinem (idziemy na maraton z X-menami!) i kolejnym świetnym wspomnieniem do kolekcji.
Do następnego wpisu. :)

2 komentarze: